Wypłakać się w kratki

Ostatni czas, w zasadzie od Nowego Roku, był czasem buntu i chwilowego „focha” na Pana Boga. Kryzysy rodzinne, małżeństwo na skraju rozstania, problemy wychowawcze i zdrowotne z dziećmi, to wszystko spowodowało, że duchowo siadłam totalnie.

Czasem taki czas jest mi widocznie potrzebny, aby dotknąć dna i ponownie, jeszcze raz uświadomić sobie, jak bardzo Go potrzebuję.

Gdyby nie służba, o którą mnie poproszono, pewnie nie przyszłabym dzisiaj do kościoła, dalej obrażona na Boga i świat. Ale zobowiązałam się, więc poszłam.

Zbierałam się co prawda do spowiedzi, ale może jeszcze nie teraz, nie u mnie w parafii, bo wstyd, bo przecież i tak wiadomo, że ksiądz mnie rozpozna.

„«Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament». Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą.” (Jl 2, 12-13 – fragment dzisiejszego pierwszego czytania)

I wtedy coś we mnie pękło, proboszcz wyszedł do konfesjonału, poszłam wiedziona impulsem serca. Wypłakałam się ks. proboszczowi „w kratki”. Pouczenie, które mi dał, było trudne, ale konieczne – wyrwało moje serce z pozycji ofiary, w którą znów nieświadomie weszłam. Zrozumiałam, że użalanie się nad sytuacją i nerwowość, która ostatnio przejęła kontrolę nad moimi działaniami i słowami, do  niczego nie doprowadzą. Trzeba stanąć na nogi i być oparciem a nie rozhisteryzowaną matką nie radzącą sobie z samą sobą. Mogłoby się wydawać, że to próba zaprzeczenia własnemu stanowi emocjonalnemu, ale nie – to skierowanie uwagi na to, czym dla mnie ma być post. To nie ma być czas niejedzenia słodyczy ale czas szukania pokoju i powściągliwości w Chrystusie. Zapomniałam o tym, co naprawdę ważne: „Wystarczy Ci mojej łaski”.

Jeśli opieram się tylko na sobie, nerwy wezmą górę. Wiem, że jeśli wesprę się na Tym, który daje siłę ponad ludzkie siły, będzie łatwiej – takie mam doświadczenie i dziś Bóg wydobył moje serce z amnezji.

Gdy stałam w, kolejce do konfesjonału wdarły się do mojej duszy jeszcze słowa z drugiego czytania: „Współdziałając zaś z Nim, napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej.” (2 Kor 6,1)

To ważne ostrzeżenie na początku Wielkiego Postu – nie zmarnować łaski, współpracować z nią i to właśnie jej kurczowo się trzymać. Zwłaszcza, gdy przyjdzie kryzys. A że przyjdzie, i to niejeden, to pewne.

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – to motto dzisiejszego dnia wybrzmiewa wezwaniem, by nawracać się nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy znów błędnie widzimy Ojca jako zsyłającego nieszczęścia – Boga sadystę. Nawracać się to zmieniać myślenie – po raz kolejny zobaczyć, że kochający Ojciec czeka na nasz powrót i jest Kimś zupełnie innym niż nasze wypaczone wyobrażenia.

Po spowiedzi przyszedł pokój serca. On prawdziwie w tym sakramencie „opatruje rany serc złamanych” (Iz 61,1).

Życzę Ci błogosławionego czasu Wielkiego Postu – szukaj dróg do kontaktu z Nim w codzienności przez post oczu, języka i błędnych wyobrażeń.

Pozdrawiam Cię serdecznie i do poczytania!

😀

You may also like

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.