Którędy do Nieba? Część I

„Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19, 2) – to wołanie Boga do Jego ludu wybrzmiewa nieustannie od ponad dwóch tysięcy lat. Wezwanie to powtarza Chrystus w Kazaniu na Górze: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48), szczegółowo opisując na czym ta doskonałość ma polegać. Umieszczona w kontekście bliższym w części odnoszącej się do miłości nieprzyjaciół, kieruje do samego centrum Dobrej Nowiny o Królestwie. To właśnie miłość jest więzią doskonałości (por. Kol 3, 14). Sam Chrystus, zapytany o najważniejsze przykazanie wskazuje na miłość Boga i bliźniego (Mt 22,34-40).

Realizacja doskonałości w życiu ucznia Jezusa odbywa się poprzez praktykowanie cnót teologalnych – wiary, nadziei i miłości oraz drogę ośmiu błogosławieństw zostawioną przez Mistrza z Nazaretu. Nie jest to droga prosta a owa doskonałość nigdy nie może być osiągnięta przez człowieka jedynie jego własnym wysiłkiem. Aby pójść za Chrystusem drogą doskonałości, trzeba być pociągniętym przez Ojca (J 6, 44). Odpowiedzią na wezwanie Boga powinna być współpraca z otrzymaną łaską przez wiarę – kto bowiem uwierzy w Imię Jednorodzonego Syna i przyjmie chrzest, ten będzie zbawiony (J 3,18; Mk 16,16). Głównym pragnieniem człowieka i jego nadzieją powinien być udział w świętości samego Stwórcy. (…)

Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, w stanie przyjaźni z Bogiem i świętości. Ta pierwotna świętość objawiała się poprzez udział w życiu Bożym, w zażyłości ze Stwórcą. Człowiek funkcjonował w całkowitej harmonii z sobą samym i otaczającym go światem. Jego przeznaczeniem było przebóstwienie w chwale Boga.[1] Został powołany do istnienia z miłości i do miłości, gdyż sam Bóg jest miłością w komunii osób.[2] Przez grzech pierworodny człowiek utracił jednak ową pierwotną świętość. Nie ma już odtąd naturalnego uczestnictwa w życiu swego Stwórcy. Targany pożądliwością i skłonnością do grzechu zmaga się i tęskni za pełnią, którą może osiągnąć tylko w zjednoczeniu z Panem – niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu.[3]

Pragnieniem Stwórcy jest to, aby człowiek zjednoczył się z Nim osiągając świętość. Bóg chce, abyśmy żyli pełnią, szczęściem, które On sam dla nas przygotował.[4] Aby umożliwić nam ponowny udział w Jego życiu, posłał Swojego Syna, by ludzkość została w Nim usprawiedliwiona.

Świętość człowieka po upadku jest więc darem łaski uświęcającej w Jezusie Chrystusie, gdyż „planem Ojca jest Chrystus, a my w Nim.”[5] Udział w świętości Boga jest możliwy jedynie dzięki Jego udzieleniu się człowiekowi w sposób nadprzyrodzony i całkowicie niezasłużony. Odbywa się ono na drodze dialogu Osoby Boga z osobą człowieka przez Chrystusa w Duchu Świętym i jest ukierunkowane ku wieczności. Jest jednocześnie darem i zadaniem poprzez wlanie cnót wiary, nadziei i miłości. Świętość człowieka polega na całkowitym zdaniu się na Boga. Współpraca z łaską prowadzi do owocowania cnót teologalnych aż do stopnia heroiczności. Wówczas człowiek poprzez dar indywidualnej łaski staje się elementem budowania świętości całego Kościoła.[6]

Dar Bożej łaski, która uświęca ludzką duszę nazywany jest łaską uświęcającą lub też sprawiedliwością; to miłość Boża wlana w serce człowieka przez Ducha Świętego, powiązana istotowo z wiarą i nadzieją. Otrzymana na chrzcie, włącza w mistyczne Ciało Chrystusa.[7] Ochrzczony z wody i Ducha człowiek staje się członkiem Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Włączony w misterium paschalne zostaje zanurzony w śmierć i zmartwychwstanie Pana i upodabnia się do Niego. Chrzest czyni człowieka synem Boga i włącza go w uczestnictwo Bożej naturze – dusza uzyskuje współuczestnictwo w świętości samej Trójcy poprzez wszczepienie w Kościół. Źródłem świętości Kościoła jest świętość samego Boga w osobie Jezusa Chrystusa, który, czczony wraz z Ojcem i Duchem, „(…) umiłował Kościół jako oblubienicę swoją, siebie samego zań wydając, aby go uświęcić (por. Ef 5, 25-26); złączył go też ze sobą jako ciało swoje i hojnie obdarzył darem Ducha Świętego na chwałę Bożą.” (KK 39) Z tej niepojętej natury Kościoła wypływa pociągnięcie wszystkich jego członków do współuczestnictwa w świętości samej Trójcy. Jest ona darem Boga udzielanym człowiekowi zgodnie z pragnieniem Najwyższego (por. 1 Tes 4,3) a jednocześnie staje się wezwaniem do podjęcia współpracy z łaską, aby jej owoce, zrodzone przez Ducha, stały się blaskiem Chrystusa objawiającym się w Kościele. (por. KK 1, 7, 39-40)

Łaska habitualna otrzymana z woli Boga na chrzcie jest trwała i niezbywalna. To ona jest źródłem wszelkich dobrych poruszeń i czynów człowieka. Wraz ze wsparciem łaski aktualnej, działającej w człowieku w konkretnych okolicznościach, staje się przyczyną wszelkich Bożych działań w życiu – człowiek nie ma bowiem nic, czego by wpierw nie otrzymał (por. 1 Kor 4, 7). Łaska jest zawsze wyprzedzająca w stosunku do pragnień człowieka – to Bóg udzielający się duszy pociąga ją ku sobie. Darów łaski nie otrzymuje się dzięki pokorze i posłuszeństwu – są one skutkiem natchnienia Ducha Świętego. Bez uprzednich zasług ludzkich Bóg udziela zarówno łaski wiary jak i miłości do Niego. Wiara sama w sobie stanowi dar, nawet jeśli nie wydaje owoców przez miłość. Łaskę daną od Boga można odrzucić. Aktem wiary – odpowiedzią ze strony człowieka – jest poddanie się Bożemu działaniu, aby Duch mógł działać przez człowieka i aby człowiek wierzący mógł powiedzieć za św. Pawłem, że żyje w nim Chrystus (por. Ga 2, 20). Bóg pragnie udzielać łaski wszystkim ludziom, ponieważ Chrystus umarł za każdego człowieka. Śmierć Chrystusa stała się usprawiedliwieniem wszystkich, jednak od woli każdego z osobna zależy decyzja o przyjęciu tej łaski i otwarciu na współpracę z nią lub o odrzuceniu miłości Boga. Świętość człowieka, choć jest wielkim pragnieniem serca Bożego, zależy od wolnej odpowiedzi człowieka na Boże wezwanie.[8]

Łaska przeobraża duszę wewnętrznie, wlewając w nią cnoty nadprzyrodzone – wiarę, nadzieję i miłość. Nie są one wrodzone ani nabyte, lecz otrzymywane w darze przez chrzest święty.[9] Wszystkie trzy w łączności ze sobą prowadzą człowieka do komunii z Bogiem.[10] Stanowią „rękojmię obecności i działania Ducha Świętego we władzach człowieka”[11] i kierują nimi – poznaniem przez rozum oświecony wiarą, dążeniem woli przez nadzieję skierowaną ku eschatologicznemu zjednoczeniu z Bogiem oraz miłowaniem, wznosząc je ku wyżynom miłości oblubieńczej. Cnoty te mają charakter daru i zadania. Jako stałe i trwałe skierowanie ku dążeniu do świętości przez zjednoczenie z Bogiem mają one wzrastać i rozwijać się w człowieku poprzez poddanie się ich działaniu w duszy oraz realizacji w działaniu poprzez akty wiary, nadziei i miłości. Stanowią równocześnie niejako oręż do walki doczesnej – człowiek ma stawać do konfrontacji z własnym grzechem odziany w „pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia” (por. 1 Tes 5,8). Cnoty teologalne, „święta triada”, są owocem nowego życia w Chrystusie i podstawą nadprzyrodzonego życia moralnego człowieka. Dają także siłę do naśladowania Chrystusa. Są one zatem fundamentem, w którym wyraża się doskonałość życia chrześcijańskiego – ich początek i wzrost wynika wprost z udziału osoby człowieka w życiu Trójcy już w życiu doczesnym z ukierunkowaniem na doskonałe zjednoczenie z Bogiem po śmierci. Poprzez działanie cnót wiary, nadziei i miłości w człowieku życie wieczne niejako urzeczywistnia się już w wymiarze doczesnym – jest to nowa egzystencja, nadprzyrodzona przemiana całej osoby ludzkiej przez Boga objawiającego się w jej życiu. Obecność ta jest widoczna w osobie całkowicie oddanej działaniu Boga – w jej czynach, świadectwie wobec innych, w całym jej życiu.[12] Właśnie tę promieniującą obecność Boga w człowieku pełnym Ducha Świętego Kościół określa jako heroiczny stopień cnót – jest to często ów błysk Bożej miłości, który widać w ludziach żyjących w zwykłej społeczności. Formalnie zaś określenie owej heroiczności wiary, nadziei i miłości, która nierzadko prowadzi do oddania życia dla i za drugiego człowieka lub za wiarę, dokonuje się podczas procesów kanonizacyjnych i beatyfikacyjnych, gdy Kościół przedstawia konkretne osoby za wzór tego, co nazywamy doskonałością życia chrześcijańskiego.[13]

„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.” (1 Kor 13, 13) Wszystkie one są darem i zadaniem, człowiek nie potrafi sam z siebie ani wierzyć, ani kochać, ani podążać przez życie z nadzieją.

Punktem wyjścia wiary jest Boże Objawienie – to nie człowiek pierwszy uwierzył, że istnieje Jeden Bóg, lecz to On sam objawił się człowiekowi. Począwszy od objawienia naturalnego, przez pociągnięcie Abrahama do wiary, aż do pełni w Objawienia w Jezusie Chrystusie, w tajemniczy sposób przez wieki aż do pełni czasów Bóg odsłania ludzkości Siebie, by wszystkich ku sobie pociągnąć. Gdy On się objawia, człowiek każdego pokolenia, języka, ludu i narodu zdejmuje sandały i zasłania twarz przed Bogiem[14], bo jest tylko stworzeniem. Tylko dzięki łasce uprzedzającej i wspomagającej oraz działaniu Ducha Świętego w duszy ludzkiej, można to objawienie przyjąć – to znaczy uznać za prawdziwe i wiarygodne z uwagi na autorytet Tego, który się objawia. Samym rozumem naturalnym można co prawda dojść do stwierdzenia, że Bóg jest początkiem i przyczyną wszystkiego, co jest stworzone, jednak bez daru wlanego nie można poznać Boga takim, jakim On jest. Gdy Bóg się objawia, należy mu się posłuszeństwo wiary, w którym człowiek w swojej wolności w całości powierza się Mu stając przed Nim w uległości rozumu i woli (por. KO 1-6).

Bóg jest dawcą wiary, o czym mówi sam Chrystus przy wyznaniu św. Piotra, gdy ten odważnie nazywa Go synem Bożym (Mt 16, 15-17). Odpowiedzią człowieka na Boży dar są akty wiary – bez uczynków wiara jest martwa, pozostaje darem niewykorzystanym, nieprzynoszącym zbawienia (Jk 2, 14-17). Akt wiary jest aktem ludzkim, czyli rozumnym i dobrowolnym. Przez wiarę i uczynki nią ożywione, człowiek okazuje Bogu dobrowolne posłuszeństwo poprzez współpracę z otrzymywaną łaską, choć mógłby ją odrzucić. Przez akt wiary w pełnej wolności przyjmuje Słowo i naukę Kościoła. Część z prawd objawionych da się poznać rozumem i jest on potrzebny, by Boga szukać i Go poznawać z rzeczy stworzonych. Są jednak też takie, których natura jest nadprzyrodzona i jedynie umysł oświecony wiarą wlaną może je przyjąć – nie może ich jednak wytłumaczyć na poziomie intelektualnym (np. tajemnica Trójcy Świętej, czy fakt Wcielenia i Zmartwychwstania Chrystusa). Wiara nie przeczy rozumowi, lecz poszerza jego perspektywę każąc mu jednocześnie przyjąć własne ograniczenia wobec transcendencji Stwórcy.[15]

Bóg objawia się człowiekowi w historii zbawienia jako Osoba. Wiara jest więc nie tylko rozumowym stwierdzeniem, że istnieje jakiś nieokreślony absolut, byt najdoskonalszy, lecz jest spotkaniem zainicjowanym przez doskonałą Miłość, by dać człowiekowi udział w tej Miłości. Dokonuje się on przez całkowite zawierzenie przyjmującemu i przebaczającemu miłosierdziu, w nieustannym otwarciu na działanie przemieniające egzystencję. Fundamentem wiary chrześcijańskiej jest Miłość Boga okazana w pełni w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Jest to Miłość bezwarunkowa, skuteczna i przemieniająca całą historię. Na tej Miłości, w pełni objawionej w godzinie Krzyża, opiera się cała rzeczywistość i w niej cały wszechświat znajduje swoje przeznaczenie. To właśnie Krzyż Chrystusa daje światło wiary w nieskończoną miłość Boga ku człowiekowi i staje się ostatecznym dowodem na to, że tej Miłości warto zawierzyć życie, bo „nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15,13)[16]

To zawierzenie Bożej miłości względem człowieka staje się zarzewiem nadziei chrześcijańskiej. Wiara w odkupieńczą śmierć Jezusa daje pewność tego, że Jego krew wylana za nasze grzechy otwiera człowiekowi przystęp do życia wiecznego w Bogu (por. Hbr 10, 19-20). Jest „poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.” (Hbr 11,1) Odkupienie w Chrystusie przyniosło ludziom niezawodną nadzieję, która daje siłę do konfrontacji z najtrudniejszą nawet rzeczywistością, ponieważ cel przeżywanej teraźniejszości jest wart podejmowanego trudu. W chrześcijańskiej nadziei, cnocie uzdalniającej do ukierunkowania życia ku eschatologicznemu zjednoczeniu z Bogiem, wszystkie wydarzenia i działania odnajdują swój ostateczny sens i cel. Brak nadziei pokładanej w Bogu skutkuje życiem w mroku, bez przyszłości. Kto nie ma nadziei, nie ma też powodu do głębokiej radości. Kto otrzymał nadzieję na to, że jego życie nie kończy się pustką, ten dostał nowe życie. Nadzieja jest istotowo powiązana z wiarą, ponieważ z niej wypływa poprzez otrzymanie niezawodnego fundamentu egzystencji, mocniejszego od jakichkolwiek ziemskich podstaw. O ten fundament rodzice proszą przy sakramencie chrztu dla swojego dziecka – o wiarę, która daje życie wieczne poprzez udział w materialnym znaku żywej obecności Chrystusa, jakim jest Kościół i jego sakramenty. Treścią nadziei chrześcijańskiej jest sam Bóg, który ukochał człowieka aż do poświęcenia własnego Syna, by dać człowiekowi życie w pełni. Ta pełnia osiągana jest w relacji człowieka z Bogiem możliwej jedynie przez komunię z Jezusem. Trwanie w tej komunii staje się udziałem w Jego Ciele, a więc prowadzi do życia we wspólnocie, gdyż nadzieja jest dana nie pojedynczemu człowiekowi, lecz poprzez odkupienie – całej ludzkości.[17]

Nadzieja nadprzyrodzona aktualizuje się w człowieku przez zwrócenie woli ku Bogu, które przynosi ukojenie. Realizuje się przez niestrudzoną postawę współdziałania z wolą Bożą. Nie oznacza to bynajmniej obojętności wobec problemów życia codziennego, ale raczej kieruje człowieka do widzenia ich we właściwej perspektywie Królestwa Bożego.[18] Cnota nadziei to jednak nie zwykłe oczekiwanie, ale ponieważ dąży do Boga z uwagi na Niego samego, gdyż opiera się na Jego obietnicach, stanowi „antycypację obecności świata Bożego w historii człowieka.”[19] Przez działanie Ducha Świętego, niewidzialna rzeczywistość życia w zjednoczeniu z Trójcą, której przez wiarę człowiek oczekuje pokładając ufność w obietnicach Bożych, staje się udziałem ludzkiego ducha już w życiu doczesnym. W tym rozumieniu Ewangelia nie tylko przekazuje jedynie treść obietnicy, ale przez łaskę staje się mocą sprawczą przemieniającą ludzką egzystencję od momentu chrztu. Jest to oczywiście udział niepełny, ponieważ człowiek jest tu na ziemi jedynie pielgrzymem zmierzającym ku obiecanym nowym rzeczywistościom – ku nowemu Jeruzalem. Nadzieja jednak staje się dla chrześcijanina „bezpieczną i silną kotwicą duszy, która przenika poza zasłonę.” (Hbr 6,19)[20]

„A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.” (Rz 5,5)

Ta nieskończona Miłość, ofiarowująca swojego Syna na okup za wielu (Por. Mt 20, 28), przyjęta przez łaskę wiary i rodząca nadzieję, staje się źródłem miłości człowieka i pociąga go do odpowiedzi z jego strony.

Podstawową opcją życia chrześcijańskiego jest miłość, wypływająca ze spotkania z Osobą. Bóg w Jezusie Chrystusie napełnia człowieka miłością, aby człowiek przekazywał tę miłość dalej. Choć Chrystus mówi o nowym przykazaniu miłości, to z perspektywy wiary miłość przechodzi od nakazu prawa, jakie obowiązywało Izraelitów, do wolnej i hojnej odpowiedzi na otrzymany dar.[21] Dar ten uzdalnia człowieka do tego, by kochał Boga ponad wszystko jedynie ze względu na Jego świętość i doskonałość oraz do czerpania z tego nadprzyrodzonego źródła ofiarnej miłości do siebie samego i bliźnich ze względu na to, że każda istota ludzka jest kochana przez Boga. Miłość nadprzyrodzona nie zatrzymuje się na powierzchni emocji, namiętności czy zmysłów (choć mają one w niej swoje odpowiednie miejsce) lecz opiera się na woli. Kształtowana przez wiarę staje się decyzją daleko wykraczającą poza zwykłe, emocjonalne poruszenia – zarówno pozytywne, jak i negatywne, umożliwiając pragnienie dobra również dla tych bliźnich, którzy są w jakiś sposób trudni lub nawet są identyfikowani jako nieprzyjaciele. Miłość nadprzyrodzona pozwala dojrzeć w każdym człowieku obraz Boga i powodowana łaską obdarza czułością nawet tych, którzy dla kogoś zatrzymującego się na powierzchowności współczesnego humanizmu, wydają się być niewarci kochania. Wola czynienia dobra wobec tych, którzy w sposób naturalny wzbudzają niechęć lub nawet odrazę pochodzi jedynie ze źródła Bożej łaski.[22]

Cnota, jak wskazuje jej definicja[23], jest stałym nawykiem czynienia dobra, co jest szczególnie istotne w przypadku miłości, która nie realizuje się poprzez pojedyncze zrywy czy akty, ale jest stałym nastawieniem człowieka ku dobru drugiego. Nie kieruje się impulsami, lecz jest nieustannym ukierunkowaniem serca na drugiego człowieka. Tworzy miłosną relację nie oczekującą gratyfikacji na wzór umowy biznesowej. Człowiek staje się bezinteresownym darem dla drugiego. Poprzez postawę woli ukierunkowuje osobę ludzką ku świętości – gdy miłość do Boga i bliźniego staje się w życiu człowieka nawykiem, łaska działająca w życiu doczesnym staje się zaczątkiem chwały niebieskiej.[24]

Łaska buduje na naturze człowieka, więc również nadprzyrodzona miłość wzbudzana przez nią nie jest abstraktem oderwanym od tego, kim jest człowiek. Ponieważ człowiek został stworzony przez Boga, który jest miłością i „w samym sobie przeżywa tajemnicę osobowej komunii miłości”[25], to właśnie miłość jest „podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej.”[26] Człowiek to jednak nie anioł – jest istotą cielesno-duchową. Duch wyraża się przez ciało, które jednocześnie jest przez niego formowane. Powołanie do miłości realizuje się więc poprzez tę całość, nie w oderwaniu od niej. Miłość duchowa wyraża się przez ciało, które ją realizuje.[27] Dwa wymiary ludzkiej miłości – eros i agape – odnajdują się w swojej jedności, kiedy relacja między duszą i ciałem nie ulega wypaczeniu. Nie należy odrzucać ani jednego, ani drugiego, lecz porządkować wymiar cielesny poprzez rozumne podporządkowanie dążeniom ducha.[28]

Każdy człowiek powołany jest więc do doskonałej miłości a realizacja tego powołania w duchu Objawienia chrześcijańskiego może nastąpić na drodze dziewictwa lub małżeństwa. Oba te sposoby życia są drogą do ujawnienia się w człowieku głębi prawdy o tym, kim jest w swej istocie jako stworzony na obraz Boga – z miłości i do miłości.[29]

*Tekst jest fragmentem mojej pracy magisterskiej „Sakrament małżeństwa jako droga do świętości na przykładzie Ludwika i Zelii Martin w świetle Familiaris Consortio” i jest objęty prawami autorskimi.

[1] Por. KKK 374, 375, 398.

[2] Por. FC 1.

[3] Por. Augustyn, św., Wyznania, Kraków 2009, p. I, 1.

[4] Por. GE 1.

[5] GE 21.

[6] Por. Świętość człowieka w: K. Rahner, H. Vorgrimler, Mały słownik teologiczny, Warszawa 1987.

[7] Por. E.Stein, Czym jest człowiek? Antropologia teologiczna, Kraków 2012, s. 281.

[8] Por. E. Stein, dz. cyt., Czym jest człowiek?…, s. 280-287.

[9] Por. tamże, s. 288.

[10] Por. LF 7.

[11] J. Bramorski, Cnoty teologalne w życiu moralnym chrześcijanina, artykuł w: Studia Gdańskie XXIII (2008), s. 34.

[12] Por. J. Bramorski, dz. cyt., Cnoty teologalne…, s. 34 – 37.

[13] Por. GE 5 i 7.

[14] „Gdy zaś Pan ujrzał, że [Mojżesz] podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał <Bóg do> niego ze środka krzewu: «Mojżeszu, Mojżeszu!» On zaś odpowiedział: «Oto jestem». Rzekł mu [Bóg]: «Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą». Powiedział jeszcze Pan: «Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga.” (Wj 3, 4-6) Doświadczenie objawienia skutkuje posłuszeństwem wobec Bożego rozkazu stanięcia przed Stwórcą w pokorze i uniżeniu (gest zdjęcia sandałów) oraz świadomością majestatu Tego, który się objawia, skutkującą bojaźnią Bożą (zasłonięcie twarzy).

[15] M. Morgante, Wiara działająca przez miłość. Uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała, Kielce 2 008, s. 17-18.

[16] Por. LF 13 oraz 15-16.

[17] Por. SS 1-2; 8; 10 oraz 27-28.

[18] F.J. Sheen, Stworzeni do szczęścia. Klucz do dobrego życia, Kraków 2016, s. 231-232.

[19] J. Bramorski, dz. cyt., Cnoty teologalne…, s. 55.

[20] Por. J. Bramorski, dz. cyt., Cnoty teologalne…, 55-56.

[21] Por. DCE 1.

[22] F.J. Sheen, dz. cyt., Stworzeni do szczęścia…, s. 250-253.

[23] „Cnota jest zatem habitualną i trwałą dyspozycją do czynienia dobra. Pozwala ona osobie nie tylko wypełniać dobre czyny, ale też dawać z siebie to, co najlepsze. Osoba cnotliwa wszystkimi swoimi siłami zmysłowymi i duchowymi dąży do dobra, zabiega o nie i wybiera je w konkretnych działaniach” (KKK 1803).

[24] F.J. Sheen, dz. cyt., Stworzeni do szczęścia…, s. 254-255.

[25] FC 11.

[26] FC 11.

[27] Por. FC 11.

[28] Por. DCE 5.

[29] Por. FC 11.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.