Ślepy tłum, trzęsienie ziemi i biegnący Jezus

Miasto na wzgórzu wśród zieleni, między domami przemieszczają się śpieszący się ludzie. Dużo ludzi. Widzę rozpromienionego małego chłopca, który z roześmianymi oczami rozmawia z Jezusem. Chrystus stoi jak zwykły człowiek wśród tego rozpędzonego tłumu, ja również Go widzę. Ubrany tak, jak dwa tysiące lat temu w Galilei, a mimo to nie zwraca niczyjej uwagi. Po prostu nikt poza chłopcem i mną Go nie widzi.

Kończą rozmowę, chłopiec odchodzi. Biegnie w dół wzgórza, śpieszy się do swoich zajęć. Gdzieś w środku wiem, że chce jak najszybciej opowiedzieć wszystkim, kogo spotkał.

Jezus  odwraca się w moją stronę. Widzę bezbrzeżny smutek w Jego oczach. Nic nie mówi, ale wiem, że tak bardzo boli Go, że nikt Go nie widzi, nikt nie zwraca na Niego uwagi.

Postanawia dać znak zabieganym ludziom. W jednej chwili czas się zatrzymuje na moment, ziemia zaczyna się trząść, wszystkie budynki odrywają się od podłoża i przez krótką chwilę lewitują. Przyglądam się temu, jakbym oglądała film science fiction w zwolnionym tempie. Czuję zachwyt i trwogę jednocześnie. Gdy wszystko ustaje, okazuje się, że… nikt nic nie zauważył! Wszyscy jakby nigdy nic wracają do swojego bezładnego pędu, jak gołębie na dziedzińcu uczelni w „Pięknym umyśle”.

Żal w oczach Jezusa zmienia się nagle w nadzieję z radością. Mówi mi, że skoro ludzie Go nie widzą , to On ich uśmierci, żeby wreszcie mógł się z nimi spotkać. Ogarnia mnie przerażenie. Nagle nie wiadomo skąd pojawia się przed moimi oczami staruszka, która nas widzi i słyszy. Rozpromieniona mówi, że ona by tak bardzo już chciała umrzeć, by się z Nim spotkać. Jestem zdumiona, ale w pewien sposób ją rozumiem.

Przerażona pomysłem Jezusa, zaczynam Mu tłumaczyć, że uśmiercenie ludzi z tego miasteczka spowoduje, że ci, którzy będą na to patrzeć, wcale się do Niego nie zbliżą. Wywoła tylko strach i niechęć. Mówię, że dla ludzi śmierć jest czymś zupełnie innym niż dla Niego – że to dla nas doświadczenie przerażające a nie radosne.

Jezus znów robi się bardzo smutny, ale przychyla się do mojej prośby i rezygnuje z akcji masowej zagłady zabieganych.

Po sekundzie jakby się budzi z zadumy i biegnie w dół wzgórza. Intuicyjnie wiem, dlaczego to robi. Przypominał sobie o tym małym chłopcu i biegnie do niego, by mu towarzyszyć, by być obok niego w ciągu dnia w jego zadaniach, przeżyciach, po prostu być obok.

Sen się skończył.

Z reguły traktuję sny jako odzwierciedlenie nieuświadomionych przeżyć i pragnień. Być może i tym razem będę go w tym kluczu analizować, jednak dziś wstałam z odczuciem realności rzeczywistości, która mi się przyśniła.

W ciemności, w której aktualnie się znajduję, poczułam się, jakby ktoś zapalił światło, rozchylił ciężkie zasłony smutku, zwątpienia, braku nadziei i wpuścił promienie słoneczne.

Wczoraj przed snem słuchałam jednej z konferencji o. Szustaka, by łatwiej było mi zasnąć (nie żeby był nudny, po prostu jego głos działa na mnie wyciszająco ☺️). Konferencja była o miłości Jezusa do Judasza, o znakach, które Pan dał mu tuż przed tym, jak ten opuścił wieczernik, by iść w ciemność zdrady. Oczywiście nie zasnęłam w trakcie tej konferencji, była zbyt poruszająca.

To, o czym mówił o. Adam odbija się w tym śnie. Bóg pragnie być tak blisko, jak ten, który karmi niemowlę namoczonym w wodzie pokarmem. „Nerki Mu się na drugą stronę wywracają”, gdy widzi, że Jego ukochane dziecko odchodzi w ciemność, w przerażające senne odrętwienie Łazarza, w którym nie ma życia. Ci zaganiani byli jakby w letargu, mimo że gdzieś pędzili. Patrzyli, a nie widzieli – ani samego Pana, ani Jego znaków. Słuchali, a nie słyszeli.

Ja też jestem ostatnio ślepa i głucha. Może tym snem Jezus chciał mi przypomnieć, że nieustannie chce być blisko i codziennie biegnie, by być obok mnie, nawet jeśli Go nie widzę.

Uwaga! Uprasza się o nie wykonywanie analizy psychologicznej tego tekstu w komentarzach. Od tego mam moją kochaną terapeutkę! W poniedziałek sesja, więc będzie ciekawie 😁.

Życzę Ci dobrego dnia oraz wielkiej uważności na obecność Przyjaciela z Galilei 😉.

Pozdrawiam Cię serdecznie i do poczytania!

😀

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.