Mindfulness Marii z Betanii, czyli refleksja po bardzo kobiecej niedzieli

Spotkałyśmy się w piękne niedzielne popołudnie w cichej przystani na Kaszubach, wśród pól i lasów.

Stodoła u Agnes zachwyciła mnie kreatywnością adaptacji i subtelnością wystroju. Pięknie nakryty stół, zapach kawy, ogniska i apetyczny aromat zupy w kociołku – radość dla zmysłów, poczucie przytulności i dobrego, kobiecego klimatu.

Maja (czyli niezawodna Chrześcijańska Mama) zadbała o organizację i materiały do scrapbookingu,zaś siostra Asia o strawę duchową. Był czas na luźną rozmowę, konferencję, prace manualne i ognisko, na którym niestety nie mogłam już zostać.

Tego samego dnia przed południem poszłam na Eucharystię z wielkim bagażem trudnych spraw mijającego tygodnia, z poczuciem, że daleko jestem od Niego na własne życzenie i z wielką potrzebą powrotu.

I wtedy usłyszałam, jak On mówi do mnie: Olu, Olu, martwisz się o tak wiele, a potrzeba tylko jednego…

Na naszym spotkaniu siostra Asia pokazała nam spojrzenie trzech kobiet z historii o urodzeniu Mojżesza. Uważność, wydobywanie piękna, troska i ochrona – to wszystko w tej historii pokazało mi, że zbyt wiele tracę, nie będąc tu i teraz w moim życiu. Marnuję czas i energię na zbędne zamartwianie się o coś, co być może wogóle nie będzie miało miejsca. Tracę siebie, swoje siły, relacje i okazje do odczuwania radości na przejmowanie się tym, co nieistotne. Gubię szczęście w pogoni za perfekcjonizmem.

Marta i Maria. Obie były przyjaciółkami Jezusa. Myślę, że kochał je obie tak samo. Lubił do nich przychodzić. Dom w Betanii był Jego azylem w trudach głoszenia i miejscem ostatniego oddechu przed męką. Dwie różne kobiety a jednak obie bliskie każdej z nas w jakiś sposób.

Postawa Marty jest ważna, bo ta dbałość o codzienność jest niezbędna, ale Maria miała w tamtym momencie coś, czego Marcie w pędzie i zdenerwowaniu zwyczajnie zabrakło – uważność. Maria była całą sobą przy Jezusie. Myślę, że tu nie chodzi tylko o sferę duchową, ale o relację z drugim człowiekiem. Kiedy jesteśmy uważne na rzeczywistość to w spotkaniu z drugim człowiekiem jesteśmy całe dla niego. Jesteśmy sercem przy sercu a wtedy możemy zobaczyć więcej. Mamy szansę na to, by nasze spojrzenie i wsłuchanie się w drugiego człowieka stworzyło przestrzeń do działania tak, jak  zrobiło to w przypadku tych trzech kobiet z historii o malutkim bezbronnym Mojżeszu. Ich uważność uratowała tego, który miał wielką misję do wykonania.

Tak popularny ostatnio termin mindfullness to właśnie to, czego uczy mnie Bóg. Jeśli bowiem nie żyję skoncentrowana na tym momencie, w którym aktualnie się znajduję, to albo jestem myślami w przeszłości, która już minęła, albo w przyszłości, która jeszcze się nie wydarzyła. Odrywam się od realnego życia i tracę szansę na życie pełnią, którego On dla mnie pragnie. Pojawia się też ryzyko, że choć Jezus siedzi przy moim stole, to się z Nim nie spotkam, zaprzątnięta „rozmaitymi posługami”. Nie usłyszę Jego głosu przy hałasie pralki i nie spojrzę mu w oczy, bo zamiast usiąść u Jego stóp, pójdę sprzątać kuchnię. I tylko zawiedzione oczy najbliższych pokażą mi, że On chciał się ze mną spotkać, ale nie zastał mnie tu i teraz.

A więc, drogi Przyjacielu/droga Przyjaciółko, niech pełen czułości i miłości mindfulness Marii z Betanii będzie z Tobą! 😉

Pozdrawiam Cię serdecznie i do poczytania!

😃

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.