DDA – „Pokaż Kotku, co masz w środku”, czyli kto w nas siedzi. Część II. Wewnętrzne Dziecko

Kolejny wpis z tej serii miał być o Wewnętrznym Obrońcy, ale aktualnie chwilowo ten Najcudowniejszy Przyjaciel wydaje się być odległy i niedostępny. Jak się z Nim znów spotkam, to o Nim napiszę.

W moim życiu wewnętrznym ostatnio toczy się chyba najtrudniejsza jak do tej pory bitwa. Naprawdę nie wiem, jak się skończy i czy nie zostaną z tego zgliszcza jak w Królewskiej Przystani (pozdrawiam fanów Gry o Tron, zwłaszcza tych, tak samo jak ja, totalnie zawiedzionych zakończeniem serialu).

Ogólnie jestem w podłym nastroju i zupełnie nie mam motywacji do pisania ale dostałam ostatnio maila motywującego, w którym zabroniono mi zaprzestania tworzenia mojego wiekopomnego blogowego dzieła, więc nadal tu jestem, choć zdecydowanie za rzadko. 😀

Ale przejdźmy do rzeczy, bo ten blog miał dawać nadzieję, a nie dołować. Spróbuję więc jej trochę wykrzesać.

Nieutulone, zranione i niekochane. Wewnętrzne Dziecko to ta część dorosłego już człowieka z rodziny dysfunkcyjnej, która jest niezwykle ważna w procesie zdrowienia.

Nie oszukujmy się – większość z nas nie miała okazji być sobą w dzieciństwie. Narzucono nam role, które blokowały naturalny rozwój emocjonalny i społeczny. Pamiętam, jak na konferencji o kobiecości w Warszawie parę lat temu uświadomiłam sobie, że to, kim ja jestem tak naprawdę, stanowi dla mnie samej zagadkę. Wyobraziłam sobie siebie w twardej skorupie, którą mi nałożono. Widziałam już, że ta skorupa pęka. Moim zadaniem było dogrzebanie się do tej osoby, która jest w środku.

Wszystkie zewnętrzne pozory – dzielność, sukcesy, przedsiębiorczość, udawana pewność siebie, samodzielność i samowystarczalność rozpadają się z hukiem, kiedy zaczyna się proces terapeutyczny. Docierasz wtedy do najgłębszych zakamarków, najpierwotniejszych przekonań i motywacji, najstraszniejszych lęków. Ale to wciąż jeszcze nie ty. To bagaż bólu i kłamstw na twój temat, który niesie w plecaku mała dziewczynka lub mały chłopiec – Twoje wewnętrzne dziecko, które nie dostało szansy na zintegrowany rozwój i po prostu nie dojrzało do Twojego wieku.

Możesz mieć 20, 30, 40 a nawet 50 lat a reagować tak, jak 5, 10, 15 – latek. I nie ma w tym nic dziwnego.

To dziecko nie dostało miłości, uwagi, wsparcia. Żyło w lęku i braku poczucia bezpieczeństwa. I ono nadal żyje w tym świecie pełnym niebezpieczeństw, mimo że realne zagrożenie już dawno minęło.

Cudowni, wspaniali Marcin i Monika Gajdowie operują w tym miejscu terminem Zespołu Niezaspokojenia Emocjonalnego i trafiają w samo sedno problemu. Warto posłuchać cyklu ich audycji w tym temacie. Bardzo mi to pomogło uporządkować wiele rzeczy. (To nie jest post sponsorowany ani lokowanie produktu ☺️, ja naprawdę ich kocham!)

Na co głównie wpływa niedojrzałe Wewnętrzne Dziecko w dorosłym życiu? W mojej opinii głównie na trzy sfery: relacje damsko – męskie, wychowanie dzieci oraz relację z Bogiem.

W przypadku związków sprawa jest banalna. Zamiast partnera szukamy zastępczego rodzica, który wypełni nasze emocjonalne braki. Gdy zwiążemy się z kimś, kto sam jest niedojrzały, zamiast partnerstwa mamy różne dziwne kombinacje, często będące mieszankami wybuchowymi.

Jeśli chodzi o wychowanie dzieci, to do pewnego momentu jest całkiem nieźle, dopóki… nie zrównamy się z naszym dzieckiem emocjonalnie wiekiem. Jeśli Twoje nieutulone Wewnętrzne Dziecko ma np. 10 lat, to może się okazać, że gdy Twoje biologiczne dziecko osiągnie ten wiek, zrobi się czasem trochę dziwnie. Nie potrafię tego opisać, ale wierz mi – coś wyraźnie nie gra w tej układance. Zaczynasz czuć, że nie ogarniasz wychowania, brakuje narzędzi, pojemności emocjonalnej na emocjonalność dziecka, sam czujesz się jak dziecko we mgle.

Relacje z Bogiem są odbiciem relacji z rodzicami na najwcześniejszym etapie. Jeśli ojciec był tyranem, od którego uciekła cała rodzina, który wzbudzał lęk lub matka była niedostępna, a Ty nie miałeś szansy dojrzeć emocjonalnie, to tak samo jak rodziców (a zwłaszcza niestety ojca) będziesz odbierał Boga. Jest to naturalne i normalne. Nie zadręczaj się, że nie kochasz Boga, boisz się Go, nie potrafisz nawiązać z Nim relacji, uciekasz od Niego lub traktujesz jako oddalonego i niedostępnego. To nie Twoja wina.

Niezintegrowane Wewnętrzne Dziecko u osób z rodzin dysfunkcyjnych potrafi mocno dokuczyć, jednak metoda na poradzenie sobie z nim jest zupełnie odwrotna niż w przypadku Wewnętrznego Krytyka. O ile tego gada, o którym już pisałam dość obszernie w poprzednich wpisach, należy bezwzględnie uciszyć i pogonić na cztery wiatry, o tyle Wewnętrzne Dziecko bardzo potrzebuje zaopiekowania się nim.

Kiedy się w Tobie odezwie, musisz je mocno przytulić, a przede wszystkim cierpliwie przyjąć i wysłuchać. Ono odzwierciedla Twoje najgłębsze potrzeby: miłości, akceptacji, wsparcia, przegonienia potworów czających się pod łóżkiem. Twoje dorosłe ja ma wszelkie możliwe zasoby, aby pomóc Wewnętrznemu Dziecku dojrzeć.

Ważne jest to, aby nie uciszać jego głosu, nie odtrącać go. Daj sobie czas i przestrzeń do zaspokojenia jego potrzeb. Może to być śmieszne, ale był taki czas w moim dorosłym życiu (właśnie wtedy, gdy słuchałam audycji Marcina i Moniki), że moim najlepszym przyjacielem był… pożyczony od starszej córki wielki miś Fifi (oryginalnie Rafał, ale zmieniłam mu imię). Do dzisiaj młodsza córka, gdy mi bardzo smutno, przynosi mi misia 😂.

To może być chęć zjedzenia lodów, pohuśtania się na huśtawce, przebrania się na bal przebierańców. Raz jechałam w przebraniu księżniczki trójmiejską SKM-ką a potem Gdyńskim autobusem. Pani w supermarkecie na Oksywiu pytała, gdzie taka impreza się kroi. Dziwię się, że nas wtedy nie wywieźli do czubków, bo mąż też był przebrany, ale mniej hardcorowo 😂. Impreza była na działce u przyjaciółki. Wspomnienia bezcenne.

Czasem będzie to po prostu potrzeba schowania się pod kocem i nieodzywania się do nikogo przez tydzień. Ważne, żeby te potrzeby przyjąć.

Wewnętrzne Dziecko ma stopniowo dojrzeć, więc oczywiście nie na wszystko należy mu pozwalać, gdy uparcie tupie nogą. Warto stawiać mu też granice, gdy ewidentnie zaczyna świrować. Ważne, by robić to jednak z szacunkiem, tak samo, jak wychowujemy nasze dzieci w realnym życiu. Kluczowe jest jednak zbadanie w takiej sytuacji, dlaczego ono tak wariuje i znalezienie sposobu na to, jak można mu pomóc, żeby czuło się kochane i zaopiekowane.

W takiej atmosferze zacznie wzrastać i powoli integrować się z Twoją dorosłą częścią. Ale i tak czasem się jeszcze odezwie. Wtedy warto dać się ponieść spontanicznie dziecięcej radości i wyskoczyć na plac zabaw i dobre lody lub ciacho 😊.

Pozdrawiam Cię serdecznie i do poczytania!

😀

PS. Zdjęcie główne to kredki i kolorowanka, które dostałam na trzydzieste urodziny od męża. Niestety zabrakło czasu na kolorowanie ale na pewno jeszcze do niej wrócę!

 

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.