Babskie rozkminy w niedzielny poranek. Część 2

„Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.

I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?»

Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».

Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.

Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?»

Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę».

Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!”

J 20, 11-16

Po przyjrzeniu się trzem dzielnym niewiastom biegnącym, by namaścić ciało Pana według opisu św. Marka, spotykamy samą Magdalenę w opisie św. Jana. Zrozpaczona stoi przy pustym grobie i płacze.

Ten smutek to ten jego rodzaj, który odbiera duchowy wzrok, nie pozwala dostrzec rzeczywistości przekraczającej jej wyobrażenia o tym, co się wydarzyło. Magdalena nie rozpoznaje aniołów w grocie. Czy to możliwe, żeby nie rozpoznać anioła? Jak widać tak!

Następnie dzieje się coś całkowicie absurdalnego. Staje przed nią Zmartwychwstały, a ona bierze go za ogrodnika. I znów zaczyna kombinować „po babsku”, całkowicie ignorując przeszkody natury fizycznej. Prosi „ogrodnika”, aby wskazał, gdzie leży ciało, żeby mogła pójść i je zabrać. Normalnie siłaczka! Sama chce przenosić zwłoki trzydziestotrzyletniego mężczyzny! Czyste szaleństwo.

Ta rozpacz odziera Magdalenę nie tylko z wiary i pamięci o tym, co mówił Jezus, gdy z nim chodziła. Zabiera jej zdolność rozpoznania duchowej rzeczywistości i, śmiało można powiedzieć, odbiera jej zdrowy rozsądek.

W tym momencie do jej rozpaczy wkracza Jezus, nazywając Marię Magdalenę po imieniu.

On sam inicjuje spotkanie. On sam wyrywa ją ze smutku i otrzeźwia jednym słowem. To nie ona chciała Go spotkać, to On pragnął, by Go zobaczyła. Nie po to jednak, aby ją tylko pocieszyć, ale po to, by stała się pierwszą apostołką Jego Zmartwychwstania.

To nie my w czarnej rozpaczy przychodzimy do Jezusa – to On przychodzi do nas. Zwłaszcza w tym rodzaju smutku, który odbiera nam zdolność duchowego patrzenia na rzeczywistość.

Sam pusty grób nie wystarczy, by uwierzyć w to, że On żyje dla mnie. Konieczne jest spotkanie twarzą w twarz i Duch, który odsłoni, co dla oczu niewidzialne. Dlaczego Jezus dał się poznać Marii Magdalenie? Choć była duchowo ślepa w tym momencie, to On wiedział, że przyszła do grobu z jednego powodu. Kochała. To wystarczy.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.