Skandalon, paradoxon, absurdum, agape – Wielki Piątek

W nocy z Wielkiej Środy na Wielki Czwartek pisałam długi tekst teologiczny o wiarygodności krzyża i jego miejscu w samookreśleniu Jezusa. Usiadłam do niego przed chwilą, aby go dokończyć. Przeczytałam to, co napisałam i doszłam do wniosku, że to się na Wielki Piątek nie nadaje. Dlaczego? Otóż tekst merytorycznie bez zarzutu – kawał wiedzy teologicznej, a jednak czegoś mi brakowało – emocji. Suchy jak wiór, tekst bez ducha.

A przecież Ukrzyżowanie Chrystusa to Wydarzenie bez precedensu w dziejach ludzkości, które spowodowało rozerwanie zasłony przybytku a ziemia się zatrzęsła. Czemu nie trzęsie mi się serce? Czemu nic nie czuję, gdy o tym piszę? Moje dziecko rozpłakało się dziś na Gorzkich Żalach z rozpaczy, że to tak strasznie smutne a ja piszę o najokrutniejszej śmierci Boga i nic??? Ani łezki, suchy intelektualny maszynowy opis. Kto, gdzie, kiedy i po co.

„Duszo oziębła czemu nie gorejesz, –
Serce me, czemu całe nie truchlejesz? –
Toczy twój Jezus z ognistej miłości –
Krew w obfitości.”

Krzyż się nam „opatrzył”. Przyzwyczailiśmy się do niego. Oglądamy go niemal na co dzień, czynimy go na sobie automatycznie. Co roku oglądamy „Pasję” Mela Gibsona i coraz mniej nami wstrząsa. Przyzwyczajeni do przemocy obojętniejemy na cierpienie.

A był taki czas, kiedy cała drżałam na myśl o krzyżu. Nie rozumiałam, dlaczego Ojciec był tak okrutny, że kazał Synowi umierać za ludzi w taki sposób. Pamiętam nawet jedną z rozmów z bliską mi osobą ze wspólnoty, gdy byłam w dużym kryzysie duchowym. Rozmawiałyśmy o Męce i Śmierci Jezusa. Nie pamiętam już argumentów tej osoby ale pamiętam emocje, które mną wtedy targały. Cała kipiałam.

Po wielu latach i studiach teologicznych, mogę godzinami bronić wiarygodności ukrzyżowania, wiem jakie proroctwa zapowiedziały wszystko, co się wydarzyło. Przyswoiłam teologię krzyża na poziomie intelektualnym. Wiem, czym różni się odkupienie od zbawienia i po co Jezus umarł.

Pewnie ten dzisiejszy brak czucia jest spowodowany zwykłym zmęczeniem fizycznym. Wejdę emocjonalnie w to Wydarzenie podczas Liturgii Wielkiego Piątku i znów zadrżę. Jednak po zrozumieniu na poziomie intelektualnym wiem jedno – tak naprawdę Krzyża nie da się zrozumieć. Nigdy. Zawsze będzie albo skandalon (zgorszeniem) albo paradoxon (głupstwo). Bo jak można tak naprawdę przyjąć i ogarnąć ułomnym i grzesznym człowieczeństwem tak niewypowiedzianą, nieogarnialną, wszechpotężną i wszechkosmiczną Miłość, która daje się zabić w taki sposób za każdego z osobna i wszystkich razem?

Mogę jedynie przed tym wielkim Misterium Fidei paść na twarz i wyznać za Tertulianem: „Credo quia absurdum” – wierzę, bo to jest tak absurdalne, tak niepojęte, że nikt nie mógł tego zmyślić.

Pełen tekst pewnie kiedyś wrzucę, ale dzisiaj chcę wyłączyć program „teologia” w mojej głowie a włączyć funkcję „miłość”. I ucałować krzyż, i przytulić się do niego, i usłyszeć tylko jedno słowo: agapeo.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.