Nowa/stara herezja czyli skandal człowieczeństwa. Refleksja po Spotkaniu Kobiet w ICFD w Gdyni.

To już się chyba stanie tradycją, że po spotkaniu z Chrześcijańską Mamą (chrzescijanskamama.pl), czyli Mają Komasińską-Moller, oraz siostrą Joanną Orpel RSCJ w Gdyni powstaje tekst z refleksją. Znów miałam nie pisać, ale się nie da 😊. To było moje drugie spotkanie z pięknymi kobietami i, podobnie jak pierwsze miesiąc temu, było ono bardzo owocne.

Nie ukrywam, że poruszył mnie też tekst z bloga Magdy Urbańskiej – niezawodnanadzieja.blog.deon.pl, w którym dzieli się ona spostrzeżeniem, że pisząc dla DEONa bywa postrzegana jako wróg Kościoła. Wstrząsnęło mnie to, choć przecież nie powinno, ponieważ nieraz spotykałam się w sieci z takimi opiniami o tym portalu, że włos się jeży na głowie.

Wczoraj siostra Joanna Orpel RSCJ podzieliła się z nami refleksją o niekochanych uczuciach – smutku, zazdrości, lęku i zakochaniu, gdy już dokonało się wyboru. Na adoracji rozważałyśmy fragmenty z Ewangelii, w których Jezus w szczególny sposób przeżywał całe spektrum ludzkich uczuć. W rozmowach w grupie wybrzmiało szczególnie mocno, że trudno jest nam sobie wyobrazić Jezusa zasmuconego czy rozgniewanego, zwłaszcza w tej scenie, gdy ukręcił bicz i wygonił kupców ze świątyni – nie bawił się w dyplomację, gniew z Niego wręcz kipiał.

Co ma wspólnego refleksja nad uczuciami i opinia o DEONie? Otóż punktem wspólnym jest duchowość ignacjańska, z którą przygodę zaczęłam całkiem niedawno, bo we wrześniu zeszłego roku, kiedy to będąc w szóstym miesiącu ciąży pojechałam na rekolekcje Fundamentu. Zaczynałam je bez oczekiwań, całkowicie nieświadoma, co mnie tam spotka i o czym owe rekolekcje są. Okazało się, że gdy człowiek chce spotkać się z Bogiem z otwartym sercem, wówczas dzieją się cuda, wydarzają się rzeczy niezwykłe. Te rekolekcje odmieniły moje życie o 180 stopni. Zostałam uzdrowiona z tak wielu rzeczy w ciągu zaledwie pięciu dni, że mogłabym napisać o tym książkę!

Duchowość ignacjańska jest skandaliczna! Wywraca świat do góry nogami i przywraca go na właściwe miejsce. Skandalem jest tu człowieczeństwo w pełnym jego znaczeniu. Święty Ignacy bardzo silny nacisk w całym życiu duchowym człowieka kładł na uczucia i pragnienia. Nie do pomyślenia! Całe życie wmawia się nam, że nie należy słuchać się swoich uczuć – że one są zwodnicze. Znów wraca kult rozumu, o którym wielokrotnie już na tym blogu wspominałam. Uczucia, emocje, pragnienia serca – to wszystko śmierdzi śliską powierzchnią, gdyż mogą nas zaprowadzić na manowce. Skoro więc mogą, to profilaktycznie się z nich kastrujemy, żeby wiarę przeżywać (!) na poziomie intelektualno-wolitywno-kazuistycznym. Zaprzeczamy swojemu człowieczeństwu, w które wpisana jest z woli Bożej cała piękna paleta uczuć – zarówno tych pięknych, jak i tych trudnych. Wszystkie one są obojętne moralnie – nie są dobre ani złe, są za to dla nas wskazówkami, drogowskazami, informacjami o tym, co się z nami dzieje. Najbardziej bulwersujące w duchowości ignacjańskiej jest to, że przez uczucia i pragnienia sam Bóg przemawia do nas w naszym wnętrzu, by pobudzić następnie naszą wolę do przyjęcia Jego prawd. Szok i skandal! Herezja w samym środku Kościoła w XXI w.! Ba – herezja, którą głoszą jezuici od pięciu stuleci! Że też nikt się za nich nie zabrał i nie skasował tego zakonu. Ups, dwója z historii Kościoła – ten zakon podległ kasacie (1773 r.), ale jakiś papież heretyk (dokładnie Pius VII) znów go przywrócił (1814 r.).

Oj, jaki  brzydki ten DEON – jakaś indywidualna relacja z Bogiem, jakieś bzdury psychologiczne, jakaś skandaliczna odwaga pisania o rzeczach niewygodnych z innego niż nasz, polsko-kościelny punkt widzenia! Nie powiem, że ze wszystkim się zgadzam w stu procentach, ale jednak niebezpieczny to portal dla tych, którzy lubią definiować świat w czarno-białych barwach. A ten zły papież Franciszek, który mówi o indywidualnym rozeznawaniu w przypadku związków niesakramentalnych, to na pewno chce rozwalić Kościół od środka. Skąd on to wziął w ogóle? Aaaa, no taaaak – przecież on jest jezuitą! Wszystko jasne! Na stos!

A tak naprawdę, człowieczeństwo w pełnym wymiarze, razem z uczuciami, jest kwintesencją chrześcijaństwa. Jan Paweł II pisał w Redemptor Hominis, że nie można zrozumieć człowieka w pełni bez Chrystusa. A kim jest Chrystus? WCIELONYM Synem Bożym. Bóg przyjął CAŁE nasze człowieczeństwo, aby je przebóstwić, przywrócić do pierwotnego stanu łaski. To jest zasadnicza prawda naszej wiary. Jezus był W PEŁNI CZŁOWIEKIEM – z całym spektrum uczuć i pragnień, dążeń i przeżyć – poza grzechem (zob. Hbr 4, 15).

Co jest więc herezją – przyjęcie naszych uczuć i wiara w to, że są one wszystkie darem Bożym i że sam Jezus je przeżywał, czy też odrzucenie ich i próba stania się tym, kim nie jesteśmy – jakimiś bezuczuciowymi robotami? Przecież Bóg sam stał się człowiekiem.

Można zanucić za Marylą Rodowicz: „Ale to już było…” – podejście jakoby Jezus nie był w pełni człowiekiem z pełnymi tego konsekwencjami to stare, odrzucone przez Kościół w pierwszych wiekach herezje – manicheizm, doketyzm, monofizytyzm i monoteletyzm (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii lub zachęcam do cierpliwości – za jakiś dłuższy czas na blogu będzie seria tekstów z teologii dogmatycznej, tam będę się tematem zajmować szczegółowo, na razie siedzimy jeszcze w fundamentalnej 😊).

Uczucia mamy przyjmować, przeżywać i rozeznawać w dialogu z Bogiem – one są narzędziem, językiem komunikacji. Rozmawiamy w tym języku od urodzenia – ze sobą samym, z innymi ludźmi i również z Bogiem. Każde z uczuć jest potrzebne i ważne, nie odrzucaj ich. Zaprzyjaźnij się z nimi i bądź otwarty na to, co Bóg chce Ci przez nie powiedzieć, bo On naprawdę w ten sposób pragnie mówić do Twojego serca.

Pozdrawiam Cię serdecznie i do poczytania!

😀

You may also like

9 komentarzy

  1. Święty Ignacy to jeden z setek świętych Kościoła Katolickiego, Jezuici to jeden z wielu zakonów więc i duchowość ignacjańska nie jest czymś wyjątkowym! To tylko pewna wizja, pewien rodzaj rozumienia rzeczywistości. Również i portali religijnych w sieci nie brakuję. Jeśli komuś narracja Deona odpowiada to niech się ich mądrościami karmi. Niestety ilość negatywnych komentarzy niemal pod każdym artykułem tego portalu nie bierze się znikąd. Mi Deon na maksa gasi ducha.

  2. A mi daje wolność myślenia, otwiera perspektywy, zachęca do „szukajcie, a znajdziecie” 🙂 Każdy jest na swojej drodze do Boga, więc nikt nie ma prawa wartościować, czy aby moja droga jest lepsza/gorsza od innej. Może a nawet musi być inna/różna, bo każdy z nas jest inny/różny.

    ps
    Jeśli ilość negatywnych/pozytywnych komentarzy ma świadczyć o tym, jakie coś jest to naprawdę popadliśmy już w totalny relatywizm prawdy/dobra/piękna 🙁 bieda

  3. „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Takie słowa słyszeliśmy niedawno podczas posypywania głów popiołem. Jeżeli moja droga jest zgodna z Ewangelią, to uważam, że jest dobra. Podstawowym kryterium jest streszczenie Dekalogu, czyli Przykazanie Miłości. Jeżeli coś czynisz, mówisz, to zawsze sprawdź, czy przy okazji kogoś lub też siebie nie krzywdzisz. „Ręce, które pomagają, są bardziej święte od tych złożonych do modlitwy”

  4. Jezus maił nasze, ludzkie uczucia? no nie do końca ponieważ on nie był obarczony grzechem. Twierdzenie że każdy powinien rozeznawać swoje emocje w rozmowie z Panem wpisuje się we współczesny trend źle pojętej wolności, w której tak naprawdę chodzi o „hulaj dusza- piekła nie ma”, właśnie po to aby ludzie się pogubili- nie dla ich dobra. W dobie płynnej nowoczesności człowiek traci azymut, nie wie co dobre a co złe, bo wszystko się relatywizuje a fundamentalne wartości tracą znaczenie. Jeśli wszystko jest takie proste to skąd coraz więcej patologii w społeczeństwie, brak kultury, atomizacja, odchodzenie od wiary? Na zmiany zachodzące w dzisiejszym społeczeństwie należy patrzeć holistycznie. Jest skutek to musi też być przyczyna a żeby to dostrzec nie można patrzeć przez pryzmat „swojego poletka”Walczmy z kołtuństwem i ignorancją w Kościele- nie z fundamentem, który owszem, czasem nie łatwo jest przyjąć, ale po to on jest aby kształtować nasze postawy

    1. Szanowny/Szanowna Cloe. Stwierdzenie „Jezus miał nasze, ludzkie uczucia? no nie do końca ponieważ on nie był obarczony grzechem.” doskonale ukazuje właśnie tę herezję, o której jest ten tekst. Jezus miał ludzkie uczucia i są one wielokrotnie ukazane w Ewangeliach. Oczywiście, że nie był obarczony grzechem, tyle, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego, ponieważ uczucia nie są grzechem – są moralnie neutralne i jest to oficjalne nauczanie Kościoła (KKK 1767-1770). Tak samo, jak to, że Jezus był w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem – w teologii nazywa się to Unią Hipostatyczną, która zaistniała w momencie wcielenia i trwa nadal. Konsekwencją Unii Hipostatycznej są dwie natury, dwie wole i dwa umysły. Ta dwoistość nie wyklucza się nawzajem lecz współistnieje bez żadnej sprzeczności w pełnym zjednoczeniu. To jest fundament chrześcijaństwa – że Bóg stał się człowiekiem i przyniósł nam Nowe Prawo – Prawo Miłości oraz odkupił nas przez swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie. Ludzkie uczucia Jezusa były w pełnym zjednoczeniu z wolą Ojca. On ich nie negował ani nie odrzucał, przeżywał je razem z Ojcem i tego nas też uczy Ewangelia – aby swoje ludzkie emocje coraz doskonalej oddawać i jednoczyć z wolą Stwórcy, tak, jak czynił to nasz Zbawiciel.
      Przyczyn odchodzenia od wiary we współczesnym świecie jest wiele. Moim prywatnym zdaniem, jedną z kluczowych jest oderwanie nauki katolickiej moralności od żywej relacji z Chrystusem, co jest zaprzeczeniem wielowiekowej tradycji Kościoła. Ludzie odchodzą od Kościoła, bo nie znajdują w nim Boga, Jest to smutne, ale świadczy o tym intensywne poszukiwanie przez tych ludzi duchowości chociażby w religiach wschodu. Niestety często jest tak (sama tego doświadczyłam), że wykłada się Prawo Boże nie tłumacząc go i zaczyna się od moralności (która jest bardzo ważna!) zamiast zacząć od miłosnej relacji Boga z człowiekiem. Przestrzeganie przykazań i życie moralne powinno być odpowiedzią miłującego serca na Miłość Boga, nie zaś faryzeizmem powodowanym lękiem przed piekłem lub dążeniem do fałszywie rozumianej samodoskonałości. To jest fundament życia chrześcijańskiego.
      „Walczmy z kołtuństwem i ignorancją w Kościele” – zgadzam się, dlatego też to, co piszę, opieram zawsze jako teolog na nauce Kościoła. Zostałam do tego uprawniona podpisując wyznanie wiary w dniu 08.11.2018 r. tuż po uzyskaniu tytułu magistra. Jeślibym kiedykolwiek napisała bądź powiedziała cokolwiek niezgodnego z tą nauką, to lepiej by mi było przywiązać sobie kamień młyński do szyi.

      Pozdrawiam serdecznie
      Autorka

  5. Tak jak się spodziewałam-większość mojej wypowiedzi została źle zrozumiana; chodzi o to że my ludzie nie potrafimy tak jak Jezus wejść w dobrą relację z Bogiem bo grzech wprowadza nas w racjonalizowanie swoich zachowań, dlatego często człowiek dokonuje złych wyborów a to oddala go od Boga bo zabrakło skruch, pokory, a tylko wtedy radość z bliskości z Panem będzie prawdziwa-Bóg mnie kocha choć jestem grzeszny. Jeśli chodzi o religie wschodu- to jest to zwyczajnie ślepa moda- tam jest łatwiej- no i silnie się je promuje w przeciwieństwie do katolicyzmu. Budda zbudował swoją wielkość na złych uczynkach- czy można zatem znaleźć w takiej religii dobrą duchowość? nie sądzę.To prawda, że dzisiejszy Kościół ma wiele do poprawienia, ale rozmiękczanie zasad wiary na pewno się do tego nie przyczyni. Ja jestem psychologiem a moją pasją jest analiza i obserwacja zmian jakie zachodzą w ludziach i to nie są dobre zmiany. Miłość jest na pierwszym miejscu ale zapomniano o biciu się w piersi gdy przychodzi grzech i o tym chciałam napisać, i nie ma to nic wspólnego z faryzeizmem( ubliżanie nie zmieni moich poglądów.)
    Również pozdrawiam i zachęcam do otwartości na wszelkie głosy, nie tylko te przyklaskujące

    1. Szanowna Pani, jeśli Pani odebrała fragment o faryzeizmie jako skierowany do siebie do bardzo mi przykro – absolutnie nie miałam intencji Pani urazić. Człowiek nie jest w stanie wejść w doskonałą relację z Bogiem na wzór Jezusa i jest to oczywiste. To, co Pani pisze jest bardzo ważne – pisze Pani bowiem o braku poczucia grzeszności. Całkowicie się z tym zgadzam, że takie zjawisko istnieje i istnieje także niebezpieczeństwo skupienia się na samej miłości, bez skruchy. Jednak jeśli zabraknie poczucia (nie tylko intelektualnej świadomości ale uczucia) bycia naprawdę kochanym przez Boga, skrucha będzie wynikała z lęku a nie z miłości, z której powinna wynikać. Grzech traktowany jako jedynie złamanie przykazań to prosta droga do próby budowania swojej świętości tylko i wyłącznie na własnym wysiłku (jak będę przestrzegać wszystkich przykazań to będę doskonały) i tym dla mnie jest faryzeizm. To idea samozbawienia tylko w ramach Kościoła.
      Co do religii wschodu – nie napisałam, że są dobre, tylko że ludzie szukają tam duchowości, czyli życia wewnętrznego, którego nie znajdują w Kościele.

      „Rozmiękczanie zasad wiary na pewno się do tego nie przyczyni” – proszę napisać, w którym miejscu i jaką konkretnie zasadę wiary rozmiękczam? Jestem absolutną przeciwniczką rozmiękczania jakiejkolwiek zasady czy przykazania, na czele z tymi, które najbardziej stoją w opozycji w stosunku do współczesnego świata.

      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za konstruktywną krytykę
      Autorka

  6. Uff, trudno tak w kilku słowach umieścić cały światopogląd, DEON ma szeroki wachlarz propozycji, niektóre dla wielu są kontrowersyjne i można się z nim nie zgadzać,- pani sugeruje natomiast,że to już niemal herezja,a ja miałam na myśli zmiany w Kościele na zachodzie, które nie przyciągnęły wiernych niestety ale na pewno wiele zepsuły, my zmierzamy w podobnym kierunku, dlatego czytając o miłości bez ukazania również trudnych jej stron uważam za niebezpieczne. Ja w przeciwieństwie do Pani nie widzę w kościele uciemiężenia człowieka, wręcz przeciwnie-silne rozluźnienie, bo nie rozmawiamy chyba o hipokrytach- wszystko na pokaz, tylko o prawdziwym katoliku? uczucia jak najbardziej wszystkie są ważne i potrzebne, Jezus też powywracał stoły kupcom w Świątyni, ale obawiam się że wielu katolików wykorzystuje tę akceptację uczyć do wybielania siebie i o to też mi głównie chodziło. Myślę że współczesnym wierzącym ogromnie trudno stosować się do zasad wiary w zderzeniu z życiem codziennym, często trzeba iść pod prąd, w przeciwnym razie stajemy się częścią świata banału, braku moralności, konsumpcjonizmu, alienacji, osamotnienia itd…i nawet nie zauważamy tych nie dobrych zmian, dlatego podkreślam: miłość i pokora, to dobra para dla wierzącego

    1. To prawda, że w kilku słowach ciężko streścić tak wiele treści, o których tutaj dyskutujemy. Tekst powstał w kontekście rozważań po spotkaniu kobiet, gdzie dyskutowałyśmy o tym, że często odrzucamy nasze uczucia zamiast im się przyjrzeć, co nie jest dobrą drogą – i o tym, jako psycholog powinna Pani wiedzieć. Zamrożony gniew czy smutek nie znikają ale wybuchają później z porażającą siłą. Odrzucenie przeżywania uczuć, zabranie prawa kobietom do przeżywania gniewu (tzw. „grzeczne dziewczynki”) czy mężczyznom do smutku („chłopaki nie płaczą”) przyczynia się do depresji i chorób serca oraz wylewów i udarów. W trakcie dyskusji nad tekstami z Ewangelii po adoracji, na której te teksty rozważałyśmy pojawił się silny wątek, że ciężko nam wyobrazić sobie Jezusa przeżywającego np. gniew czy tak silny lęk, jak ten w ogrójcu, Stąd przypomnienie o tym, że byli już tacy, którym się nie mieściło w głowie, że Jezus miał ludzkie uczucia i ludzkie ciało i byli to heretycy pierwszych wieków.
      Jeśli chodzi o akceptację uczuć to bez niej nie odkryjemy co tak naprawdę się z nami dzieje – i o tym jako psycholog też powinna Pani wiedzieć, bo każde uczucie ma swoją przyczynę i o czymś człowieka informuje. Jeśli nie zaakceptujemy go (czyli nie zgodzimy się, że możemy coś takiego czuć) to je zamrozimy i wówczas nie mamy szansy znalezienia przyczyny. Jeśli się nie zatrzymamy nad uczuciem to prędzej czy później ono się odezwie ze zdwojoną siłą i popłyniemy na jego fali, bo już nie będzie szans na zatrzymanie się. Akceptacja nie oznacza pójścia za uczuciem tylko przyjęcie tego, że mogę tak czuć jak czuję i zastanawiam się, dlaczego tak czuję. To pierwszy krok do zmian.
      Gdyby dzisiaj ktoś tak, jak Jezus, powywalał stoły w sklepikach np. w Łagiewnikach, to uznalibyśmy, że takie działanie pod wpływem gniewu jest grzeszne, czy nie?
      Gdzie napisałam, że widzę w Kościele uciemiężenie człowieka? Ja w Kościele doświadczam najgłębszej wolności w Bożym tego słowa rozumieniu. Na zachodzie Kościół poluzował normy moralne w imię źle rozumianej miłości jako uczucia, ja piszę o tym, żeby te normy zacząć tłumaczyć ludziom w duchu Miłości Boga, bo bez niej one są sadystyczne – i wielu tak uważa. Moralność Kościoła staje się czymś strasznym i niezrozumiałym, niewykonalnym bez doświadczenia Miłości między Bogiem a człowiekiem. Sam Jezus najpierw okazywał miłość, potem od wpływem tej miłości ludzie dostrzegali że są grzeszni. Świadomość grzeszności to świadomość tego, jak bardzo nie potrafię odpowiedzieć swoją miłością na Miłość Boga a nie świadomość, że złamałam normę moralną. Uważam, że nie zmniejsza to kalibru a wręcz powiększa go i stawia człowieka we właściwym mu miejscu. Tak, jak mówi nam Kościół, że żalem doskonałym nie jest uczucie, że jestem beznadziejny, bo złamałem przykazanie, tylko żal z miłości do Boga – że jestem tak niewdzięczny za Miłość, którą On mnie darzy, że złamałem Jego prawo stawiając w miejsce Boga swoją przyjemność, korzyść zamiast posłuchać się Tego, który dla mnie jest najlepszym Ojcem i chce mojego dobra, Jak Pani myśli, które podejście bardziej przekona do zmiany i nawrócenia? Przypomina mi się jawnogrzesznica, której Jezus nie wygłosił kazania z etyki seksualnej, tylko okazał jej miłość i zachęcił, by po doświadczeniu tej miłości nie grzeszyła więcej.
      Nie chodzi mi więc, podsumowując kolejny wywód :), o luzowanie moralności, tylko tłumaczenie jej od innej, według mnie właściwej, strony.
      Nie wiem jeszcze, jak Pani definiuje pokorę, ale dla mnie to właśnie świadomość, że jestem stworzeniem a nie Stwórcą i że wszystko, co mam pochodzi od Boga. Jestem słaba ale obdarzona wielkimi darami. Jestem grzeszna ale kochana Miłością bezgraniczną.

      Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.