Krzyczeć na dachach

„Pewnej nocy łzy z oczu mych otarł dłonią swą Jezus
I powiedział mi:,, Nie martw się, jam przy boku jest twym”.
Potem spojrzał na grzeszny świat pogrążony w ciemności
I zwracając się do mnie pełen smutku tak rzekł.:

Ref.:
Powiedz ludziom, że kocham ich,
że się o nich wciąż troszczę.
jeśli zeszli już z moich dróg,
powiedz, że szukam ich. x2

2. Gdy na wzgórzu Golgoty za nich życie oddałem.
To umarłem za wszystkich aby każdy mógł żyć.
Nie zapomnę tej chwili, gdy mnie spotkał Pan Jezus.
Wtedy byłem jak ślepy on przywrócił mi wzrok.”

Dziś miał być post teologiczny o Katechizmie ale jakoś nic dzisiaj nie szło. Wszystkie plany legły w gruzach. Nawet na modlitwę zabrakło chęci.

Na mszy popielcowej mieliśmy być gdzieś indziej a poszliśmy do naszej parafii. Wydawało mi się,  że ten dzień jest już stracony i żadne dobro duchowe z niego nie wyniknie.

Dla Boga jednak nie ma nic niemożliwego i nawet na pustyni oazę zasieje ☺️.

Oto zwykła, prosta pioseneczka religijna zagrana przez naszego organistę po niezbyt porywającym kazaniu naszego kochanego proboszcza spowodowała potok łez (dosłownie, aż mnie Śmieszka przytulała na pocieszenie – ona tak ma, że zaraz leci pocieszyć!).

Serce przypomniało sobie mroczny czas depresji, zwątpienia i bólu. I przypomniało tę jedną wyjątkową wielkopiątkową drogę krzyżową (a ja baaaardzo rzadko chodzę na to nabożeństwo – po prostu go nie lubię  nie wiem nawet dlaczego), podczas której Jezus otarł łzy i odpowiedział na najtrudniejsze wtedy dla mnie pytanie: Gdzie byłeś? Gdzie Ty byłeś Jezu, kiedy ojciec bił matkę, kiedy matka biła mnie, kiedy mnie zostawiła emocjonalnie, kiedy wyzywała, obrażała, opluwała? Gdzie Ty do cholery byłeś? (pardon za wyrażenie ale wtedy naprawdę byłam przed Nim do bólu szczera).

Odpowiedział tylko jednym zdaniem: Byłem na krzyżu i cierpiałem razem z tobą.

Wiele lat zajęło mi zrozumienie tych słów i uwierzenie w to, że On mnie tak bardzo kocha, jak nikt na świecie.

A potem wezwał mnie do tego, abym innym mówiła o Jego miłości, jak w tej piosence. Czasem sobie myślę, zwłaszcza gdy znów odzywają się lęki z przeszłości, że to tak trochę jakby ślepy ślepego prowadził, aż obaj w dół wlecą 😂.

Jednak, gdy rozmawiałam ostatnio z przyjaciółką, po co ja wogóle prowadzę tego bloga, to wystrzeliłam, że ja chcę krzyczeć na dachach o tym, że ta Jego Miłość uzdrawia z największych zranień, że stwarza na nowo.

Ta Miłość najpełniej wyraziła się na Krzyżu. Ta Miłość dała się zabić, bym ja mogła żyć. Ta Miłość obmywa mnie swoją Krwią, żebym żyła pełnią, bo Ona „nie cieszy się z niesprawiedliwości lecz współweseli się z prawdą” (1 Kor 13, 6).

Do tej Miłości chcę się przybliżać w tym Wielkim Poście i każdego innego dnia, choć do postu pokarmowego się kompletnie nie nadaję. Wierzę jednak, że On znajdzie drogę do mojego serca, choć słaby ze mnie pokutnik 😒.

Chcę krzyczeć na dachach, że On szuka każdego, kto mu się zgubił. Tak, jak kiedyś odszukał mnie i dał mi nowe życie.

Daj mi Panie odwagę mówienia słowem i życiem o Twojej nieskończonej Miłości.

 

 

You may also like

4 komentarze

  1. Wszechmogący powinien likwidować krzyże, a nie wieszać się na nich razem z cierpiącymi – czasami możliwość=obowiązek.
    Pozdrawiam.

    1. Do autorki bloga.
      Jestem dda moje życie było i jest strasznie poplątane. Jestem narkomanka nieczynną ostatni raz heroinę bralam 17 lat temu przed ośrodkiem (2lata).AM męża ddd i trujke super dzieci. Nie znam tak naprawdę siebie i nie znam swoich potrzeb a mam 42 l. Mąż nie pije 4 lata leczymy się. Jednak co najbardziej mnie boli to to że nie mogę przyjmować Pana Jezusa- mąż jest po rozwodzie i miał słoń kościelny. Poznałam go 7 lat po jego rozwodzie. Często płacze nad tym co zrobiłam że sama Zablokowalam sobie dostęp do osoby która naprawdę i dokonać mnie kocha. Oprócz tego bardzo boję się że pójdę do piekła. Modlę się chodzę do kościoła…szukam kogoś kto mi odpowie -( bo Boga nie słyszę prZez grzech w jakim zyje) jak myślisz czy Bóg weMie pod uwagę okoliczności w jakich żyłam i że trochę trudniejszy miałam start i tych wzorców nie było..czy weMie to pod uwagę gdy będzie mnie sądził bo dużo zła robiłam kiedyś. Głównie kradlam na narkotyki zabijalam siebie i byłam problemem.dla mojej mamy i rodzeństwa te była nas trójka i też dwie dziewczyny i najmłodszy chłopak jak u mnie. Przeraża ta podobność. Myślałam że jak urosnę i będę dorosła że moje życie już będzie lżejsze że koszmar się skończy. A tu mąż alkoholik , problemy z dziećmi syn ma ADHD i autyzm wysokofunkcjonujacy, problemy z zachowaniem średniej córki. Czekam na terapię dla dda bo wiem że to klucz do całego mojego życia i jeszcze jadę na oparach nadziei że po terapii chociaż troszkę będzie lepiej, bo nieraz myślę żeby przeżyć to życie jak najszybciej i mieć juZ z głowy ,bo przecież samobójstwo jest grzechem no i moje dzieci których bym nigdy nie zostawiła. Matka jestem kiepska bronie jdZieci zawsze i nie dam skrzywdzić ale czuję wypalenie nie lubię gotować robić kanapek wybierać dla nich zajęć po szkole. Może dlatego że byłam najstarsza i martwiłam się o moje rodzeństwo do tej pory nie znoszę gdy im się coś złego dzieje zaraz lecę i pomagam jak mam moZliwosci. Jak myślisz jak Bóg nas dda widzi co o nas myśli ,czy weźmie mnie do siebie nawet jeśli umrę w grzechu bez łaski?
      Fajnie że u ciebie jest ok . Widać że jesteś szczęśliwa.😁
      Pozdrawiam.
      Ania
      Ps a i nie myśl sobie że jestem jakimś płaczkiem, jak wiadomo dda zniesie wszystko…

      1. Bardzo Ci współczuję tak trudnych przeżyć. Wstrząsnęła mną Twoja historia. Bądź dumna z tego, że wyszłaś z nałogu, że walczysz o lepsze życie, zauważaj pozytywne zmiany, nie zadręczaj się przeszłością. Gotowanie nie świadczy o byciu dobrą mamą – sama nie znoszę gotować 🙂 – ważne są relacje i to, czy jesteśmy właśnie wtedy, gdy najbardziej nas dzieci potrzebują. Jesteśmy tylko ludźmi. Z pewnością jesteś wystarczająco dobrą mamą – idealnych nie ma :).
        Nie poddawaj się, walcz o dobre życie.
        Jeśli chodzi o związek – może warto zawalczyć o unieważnienie wcześniejszego małżeństwa partnera (oczywiście, jeśli są przesłanki). Jeśli się nie da – spróbujcie poszukać duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych. Myślę, że wielkie cierpienie z powodu pragnienia przyjęcia Chrystusa już samo w sobie jest sporą pokutą. Nie mnie oceniać i wiedzieć, jak osądzi Was Bóg, warto jednak żyć jak najlepiej, oddawać swoją sytuację Jezusowi, ufać Miłosierdziu ale bez zuchwałości, w uniżeniu. Może będzie Was stać na heroizm białego małżeństwa? Warto znaleźć dobrego kapłana, który będzie Wam towarzyszył,

        Życzę Tobie i Twojej rodzinie wszystkiego dobrego – bądźcie mężni i mocni, trwajcie w dobru, szukajcie Boga w modlitwie, Piśmie Świętym i nie poddawajcie się!

        Pozdrawiam serdecznie

        Ola

        PS. Znieść to można jajko 😛 DDA ma też prawo do słabości i płaczu, nie bój się tego – to całkowicie ludzkie i naturalne. Nam też wolno! A u mnie właśnie przetoczył się chyba największy kryzys od 10 lat, także każdemu czasem zdarzy się być w dołku, a i nawet w Rowie Mariańskim. Ściskam mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.